„Władca Pierścieni” w kontekście opracowań i inspiracji, czyli skąd Frodo wziął się w grze komputerowej

Dzisiaj na blogu chciałbym Wam wytłumaczyć, czym jest utwór zależny, utwór inspirowany a także wprowadzić pojęcie „utworu podzależnego” (wszystkie prawa zastrzeżone 😉 ). Zrobię to posługując się przykładem powieści „Władca Pierścieni”.

źródło: dystrybutor gry

źródło: dystrybutor gry

Do stworzenia tej notki zainspirowała mnie gra komputerowa „Władca Pierścieni: Wojna na Północy”, przy której ostatnio się bawię. Akcja gry ma miejsce oczywiście w mało komu nieznanym uniwersum Władcy Pierścieni. Głównymi jej bohaterami są postacie, które nie pojawiają się w książkowym pierwowzorze. Jedynie w epizodycznych rolach pojawią się np. Arwena, Legolas czy Aragorn. Aragorn, który, jak zauważą gracze, nie jest ni w ząb podobny do Viggo Mortensena kojarzonego z filmów. Sama postać jednak niewątpliwie przywędrowała tu z książkowego (filmowego?) Środziemia. Podobnie cały przedstawiony w grze kontekst i świat.

Czy to znaczy, że każdy może sobie przerobić już istniejący utwór na własne potrzeby i rozpowszechniać go dla swojego zarobku? Czy np. rysownik może, po przeczytaniu książki, narysować na jej podstawie komiks i go sprzedawać? A producent filmowy wyprodukować film bez przejmowania się prawami autorskimi? Już intuicja powinna nam podpowiadać, że coś w takiej sytuacji byłoby nie tak. Słusznie. Zgodnie ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego. Opracowanie utworu może przyjąć najróżniejsze formy. Ustawa podaje tylko ich przykłady. Mogą to więc być tłumaczenia, przeróbki, ekranizacje, przeniesienia na inne techniki artystyczne, układy muzyczne, streszczenia czy wreszcie – popularne w przypadku filmowych hitów – egranizacje (czyli tworzenie gier wideo na podstawie filmów, czy książek).

Na ogół opracowania definiuje się jako dzieła recypujące z innego utworu treść, a zazwyczaj częściowo i formę, noszące piętno osobistej twórczości opracowującego i służące do rozszerzenia form komunikowania treści dzieła pierwotnego poza jego formą macierzystą. – Elżbieta Traple w „Prawo autorskie i prawa pokrewne. Komentarz”, opublikowano: LEX, 2011.

Aby móc mówić o opracowaniu (czyli utworze zależnym) w rozumieniu prawa autorskiego, twórca tegoż opracowania musi dodać do niego swój element twórczy. Nie wystarczy proste odzwierciedlenie oryginału. Opracowanie również musi więc być „utworem” (szerzej inny wpis na blogu: kliknij), by korzystać z ochrony prawno-autorskiej – podobnie jak dzieło pierwotne. Powracając jednak do postawionego wcześniej pytania, czy to znaczy, że każdy może dowolnie przerabiać cudze utwory i te przeróbki rozpowszechniać? Zgodnie z ustawą rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. Oznacza to zatem, że rozpowszechnianie opracowania uzależnione jest od tego, czy zgodzi się na to autor oryginału. Może on więc zablokować twórcy przeróbki korzystanie z jego dzieła. Choć oczywiście nikt nie może nam zabronić stworzenia takiej przeróbki „do szuflady” czy do chwalenia się nią w gronie znajomych – chodzi tutaj o uniemożliwienie jej szerokiego rozpowszechniania.

Ustawa wprowadza również pojęcie „utworu inspirowanego”. Stanowi ona, że za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem. Ustawodawca wprowadził więc takowe pojęcie, ale go w żaden sposób nie wyjaśnił. Utwór inspirowany tym różni się od utworu zależnego, że nie włącza bezpośrednio w swoją treść oryginału, a jedynie do niego nawiązuje. Wydaje się, że słowo „nawiązanie” może tutaj być słowem kluczem. Utwór inspirowany powinien być zrozumiały dla odbiorcy, który nie zna utworu oryginalnego. Jego związek z oryginałem jest dużo mniej ścisły, aniżeli opracowania. O ile w utworze inspirowanym dostrzegamy wpływ utworu inspirującego, o tyle opracowanie zwane jest nieco lekceważąco „dziełem z drugiej ręki”, tak bardzo jest uzależnione od oryginału. Czy rozpowszechnianie utworu inspirowanego podlega takim samym ograniczeniom, jak utworu zależnego? Na szczęście dla twórców tych pierwszych – nie. W tym przypadku zgoda autora pierwowzoru nie jest potrzebna. Utwory inspirowane powstają bowiem w ramach swobodnego użytku cudzych prac. Ich wykorzystywanie nie jest jednak całkiem dowolne. Autor pierwowzoru jest bowiem chroniony przez przepisy odwołujące się do dóbr osobistych (o dobrach osobistych nieco więcej tutaj: kliknij). Utwór inspirowany nie może tych dóbr naruszać, aby jego twórca nie naraził się na negatywne konsekwencje.

Powracając do przywołanej na wstępie gry „Władca Pierścieni: Wojna na Północy” stwierdzam, że tak naprawdę nie jest łatwo odpowiedzieć, czy jest to utwór inspirowany, czy jednak zależny. Opowiada ona historię bezpośrednio niezwiązaną z fabułą książki oraz filmu. Tak jak wspominałem – bohaterowie są inni, z wyjątkiem Aragorna, który jednak nie jest postacią filmową, a jedynie książkową. Czy zatem może to być dzieło zależne? Nie jest to z pewnością dzieło zależne w stosunku do filmu. Wizja artystyczna twórców gry jest nieco inna, orkowie czy trolle nie są odwzorowaniem stworów z filmowej trylogii. Inne jest również logo gry i filmu – zastosowano odmienną czcionkę (choć niewątpliwie celowo jej kolorystyka jest podobna). Czy jest to utwór zależny w stosunku do książki? Fabuła gry, nawet jeśli inna niż powieści, osadzona jest w tym samym świecie. W przeciwieństwie do filmu nie sposób stwierdzić, czy pojawiające się postacie czy miejsca są „takie same” jak te w książce. Opis słowny charakteryzuje się dużą dowolnością w jego interpretacji. Na dwoje babka wróżyła… ale przeważający, w mojej ocenie, jest sam tytuł i osadzenie akcji w książkowym świecie. Uważam, że jest to utwór zależny w stosunku do „Władcy Pierścieni” J.R.R. Tolkiena. Nie zgadzasz się z moim zdaniem? Zapraszam do podzielenia się tym w komentarzu J Inna sprawa, że powstały gry, które były osadzone nie tylko w świecie książkowym, ale również filmowym – z tą samą fabułą, z postaciami z filmu (te same twarze, głosy), z lokacjami z filmu (tak samo wyglądające budynki) itp. Były to zatem utwory zależne – po pierwsze – w stosunku do filmu, ale – po drugie – także w stosunku do książki, skoro film korzystał z książkowej licencji. Były to zatem…utwory podzależne? Subzależne? To kwestia do dyskusji.

Podsumowując zauważyć należy, że ustawa o prawie autorskim wydziela trzy rodzaje utworów (w opisywanym kontekście):

1)      Utwory samoistne,

2)      Utwory inspirowane,

3)      Utwory zależne.

Mam nadzieję, że udało mi się w miarę klarownie wyjaśnić, czym one są. I czym w stosunku do nich jest oryginał. Parafrazując Tolkiena: Jeden utwór, by wszystkimi rządzić… 😉

Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu? Kliknij „Lubię to” na belce po prawej stronie (wyżej), obserwuj blog na Twitterze lub zapisz się na newslettera (podaj mail – również na belce po prawej stronie).

 

Jeden komentarz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *