Fonogram – czym jest fonogram i krótka podróż po annałach historii wynalazków

Osoby parające się muzyką, a w szczególności jej nagrywaniem i wydawaniem, prędzej czy później muszą się zetknąć z pojęciem „fonogramu”. Pojęcie jest wbrew pozorom niejasne i wiąże się z masą problemów interpretacyjnych. Problemy te mają często nie tylko muzycy, ale również i prawnicy, w tym pewnie także ten podpisany pod niniejszym artykułem 😉 Uważam więc, że warto zagadnieniu fonogramu poświęcić dzisiejszy wpis, co niniejszym czynię.

Zaczniemy może jednak dość nietypowo. Skąd w ogóle wzięło się słowo „fonogram”? Proponuję krótką wycieczkę historyczną. Towarzyszyć nam będą Thomas Young, Wilhelm Weber, Léon Scott de Martinville oraz – najbardziej znany spośród przywołanych – Thomas Edison. Oni bowiem, jako wynalazcy, prowadzili prace nad urządzeniami pozwalającymi na rejestrację dźwięku. Już w 1807 roku T. Young stworzył maszynę, dzięki której udało mu się – po raz pierwszy w historii – utrwalić falę dźwiękową. Zrobił to przy pomocy prototypu, w którym widełkami połączył kamerton (przyrząd do strojenia instrumentów muzycznych) ze specjalnym rylcem. Pozwoliło to uzyskać falisty ślad na szklanym cylindrze – pierwszy w historii zapis dźwięku, którego jednak nie dało się odtworzyć.

Kamerton / fot. Wollschaf (Wikipedia)

W 1830 roku W. Weber uzyskał podobne efekty, jednak zapis powstał na szklanej płycie, nie na cylindrze. Rok 1857 przyniósł zaś patent, którego autorem był L.S. de Martinville – wynalazł on fonoautograf, dzięki któremu możliwy był zapis dźwięku przy pomocy tuby i membrany.

Prawdziwy przełom przyszedł jednak dopiero z geniuszem T. Edisona (tak, to ten od żarówki). W 1877 roku skonstruował on fonograf, a więc urządzenie, które nie tylko pozwalało na utrwalenie dźwięku, ale także na jego odtworzenie. 29 listopada tego roku T. Edison zanotował w swoim notatniku, że udało mu się zbudować w pełni sprawne urządzenie. Tę datę można uznać zatem za dzień powstania pierwszego fonografu, ale także – umownie – pierwszego funkcjonalnego fonogramu. Fonogram jest bowiem niczym innym jak utrwaleniem dźwięku – przynajmniej w jego potocznym znaczeniu.

Tyle historii, teraz niestety przejdziemy do zagadnień prawnych 😉 Przywołać oczywiście należy ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

Fonogramem jest pierwsze utrwalenie warstwy dźwiękowej wykonania utworu albo innych zjawisk akustycznych – art. 94 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Różnicą zatem, pomiędzy potocznym znaczeniem słowa „fonogram”, a jego znaczeniem ustawowym, jest to, że ustawa odnosi się do pierwszego utrwalenia warstwy dźwiękowej. Co ciekawe nie robi tego Międzynarodowa konwencja o ochronie wykonawców, producentów fonogramów oraz organizacji nadawczych, sporządzona w Rzymie dnia 26 października 1961 r., na której wzorował się polski ustawodawca.

Fonogram – wyłącznie dźwiękowe utrwalenie dźwięków danego wykonania lub innych dźwięków; – Międzynarodowa konwencja o ochronie wykonawców, producentów fonogramów oraz organizacji nadawczych, sporządzona w Rzymie dnia 26 października 1961 r.

Thomas Edison / Courtesy of the University of Texas Libraries, The University of Texas at Austin.

T. Edison / Courtesy of the University of Texas Libraries, The University of Texas at Austin.

My pozostajemy jednak przy naszej, krajowej, definicji. Ustawodawca umieścił ją pośród praw pokrewnych, technicznie rzecz biorąc nie jest to więc prawo autorskie, a pokrewne. Podkreślić należy, że fonogram jest utrwaleniem „warstwy dźwiękowej”. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ na ową warstwę składać się mogą nie tylko „utwory” w rozumieniu prawa autorskiego. Fonogramem będzie zatem utrwalenie muzyki, czy słuchowiska radiowego, ale także nagranie odgłosów lasu, ruchliwej ulicy, czy przelatującego samolotu. Wszystkie te zjawiska mieścić się będą w definicji fonogramu, o ile tylko zostaną po raz pierwszy utrwalone. Prawo do fonogramu jest jednocześnie niezależne od praw twórców i praw artystów wykonawców.

Pewien problem pojawia się z określeniem podmiotu, na rzecz którego prawo to powstaje. Ustawa wypowiada się na ten temat lakonicznie, stwierdzając, że prawo to przysługuje producentowi. Jednocześnie zaś zrezygnowano ze stworzenia klasycznej definicji producenta, na rzecz ustanowienia domniemania, zgodnie z którym domniemywa się, że producentem fonogramu jest osoba, pod której nazwiskiem lub firmą (nazwą) fonogram został po raz pierwszy sporządzony. Tutaj jednak, w praktyce, pojawia się problem. Pozostawiam na boku sytuacje oczywiste, gdy ktoś własnym staraniem nagrywa np. występ recytatorski swojej siostry, czy też odgłos oceanu. Problem ujawnia się – dość paradoksalnie – tam, gdzie prawo do fonogramu odgrywa rzeczywiste znaczenie gospodarcze. A zatem wtedy, kiedy w studiu nagraniowym powstaje pierwsze nagranie muzyki, która następnie ma znaleźć się np. na wydawanej płycie. Kto bowiem, biorąc pod uwagę przywołane powyżej domniemanie, będzie producentem? Podmiot prowadzący studio, którego firma z pewnością znajdzie się na fonogramie (płycie matce) jak i na samej płycie, która znajdzie się w sprzedaży (spójrzcie na jakikolwiek album, który macie w kolekcji – praktycznie na każdym jest informacja o tym, w jakim studiu był nagrywany)? A może wydawca, który płaci za usługi i wynajem studia? Czy też sami muzycy, którzy własnym kosztem to studio wynajęli, a później nagranie będą chcieli sprzedać wydawcom?

Fot. archiwum prywatne

Fot. archiwum prywatne

Wątpliwości te przybierają na sile, jeśli weźmiemy pod uwagę, że nad stworzeniem nagrania pracuje przecież szereg osób współpracujących ze studiem. Współpracujących na podstawie umów cywilno-prawnych, umów o pracę. Samo studio może być własnością przedsiębiorcy prowadzącego jednoosobową działalność gospodarczą bądź spółki czy innej osoby prawnej. Pamiętajmy też, że domniemanie, o którym wspominałem, jest domniemaniem wzruszalnym. Wszystko to powoduje naprawdę spore zamieszanie… Kto więc tym producentem nabywającym prawo do fonogramu jest? Ja skłaniam się do uznania, że jest to podmiot, który przeprowadza cały proces organizacyjny, na który składa się zaangażowanie środków finansowych, organizacyjnych i zasobów ludzkich, kończący się ostatecznie zawarciem umowy ze studiem nagraniowym a później wydaniem i rozprowadzaniem albumu pod własną nazwą. To jest, wg mnie, założenie poprawne i zbieżne z zamierzeniami ustawodawcy, który chciał chronić producentów utrwaleń. Ponieważ jednak konstrukcja stworzona przez ustawodawcę prowadzi do tylu problemów interpretacyjnych, nie można wykluczyć poprawności stwierdzenia, że fonogramem pierwotnie dysponuje studio nagraniowe. Dlatego nad wyraz istotnym jest to, aby pamiętać, że w umowie ze studiem muszą się znaleźć postanowienia o przeniesieniu praw pokrewnych do fonogramu i innych wkładów twórczych studia i współpracujących z nim przy nagraniu osób, na podmiot zlecający świadczenie usług nagraniowych. Ewentualnie oświadczenia stron mówiące o tym, kto jest rzeczywistym producentem fonogramu w rozumieniu ustawy. Odpowiednia konstrukcja umowy pozwoli zabezpieczyć interesy osoby zlecającej nagranie.

Fonograf / Holger.Ellgaard (Wikipedia)

Fonograf / Holger.Ellgaard (Wikipedia)

Zauważyć należy, że ustawodawca określił zamknięty katalog pól eksploatacji, na których ujawnia się wyłączne prawo do rozporządzania i korzystania z fonogramu. Są to następujące pola eksploatacji:

1)   zwielokrotniania określoną techniką;

2)   wprowadzenie do obrotu;

3)   najem oraz użyczanie egzemplarzy;

4)   publiczne udostępnianie fonogramu w taki sposób, aby każdy mógł mieć do niego dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym.

Dodatkowo w przypadku nadawania, reemitowania lub odtwarzania wprowadzonego do obrotu fonogramu producentowi przysługuje prawo do stosownego wynagrodzenia.

Prawa pokrewne do fonogramu wygasają z upływem pięćdziesięciu lat po roku, w którym został on sporządzony. Przy czym opublikowanie fonogramu przedłuża ten czas do pięćdziesięciu lat po publikacji – stąd co jakiś czas mamy do czynienia z premierą nigdy wcześniej nie wydanych, a zarejestrowanych nagrań muzycznych z dawnych lat. Czasem producenci decydują się „odkurzyć” te nagrania, byleby tylko nie stracić praw do fonogramów.

Temat fonogramu jest „tematem rzeką”, o którym można by jeszcze pisać i pisać. Liczę jednak, że ten wpis rozwiał choć część Waszych wątpliwości.

Masz pytania? Wątpliwości? Potrzebujesz prawnika, który przygotuje dla Ciebie odpowiednią umowę? Zapraszam do kontaktu (zakładka kontakt).

Bądź na bieżąco – polub bloga na Facebooku, śledź na Twitterze lub zapisz się na newslettera 🙂

Podobał Ci się artykuł? Był przydatny? Polub bloga i poleć go swoim znajomym:


Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *