Czy H&M zawłaszczy street art?

Street art definiowany jest przez Słownik Języka Polskiego jako forma sztuki tworzona w miejscu publicznym, zwykle w postaci graffiti i bezprawnej ingerencji; sztuka uliczna. O tym, czym rzeczywiście ten street art jest, czym nie jest i czy powinien być utożsamiany z wandalizmem, napisano już wiele. Ile osób, tyle opinii. Zainteresowanych tematem odsyłam do ciekawego wpisu na blogu artique.

Zarabianie na sztuce ulicznej

Mój wpis wpis dotyczy innej strony tego zjawiska. Otóż street art jest łakomym kąskiem m.in. dla… producentów odzieży! Zwłaszcza młodzież lubi nosić bluzy i koszulki z nadrukami nawiązującymi do malunków, które można zobaczyć na ścianach budynków czy na pociągach. Skoro zaś jest ktoś, kto tego typu ubrania kupi, to oczywiście znajdzie się również ktoś, kto te ubrania wyprodukuje i sprzeda. A sprzeda ich tym więcej, im lepsze lub bardziej znane projekty będzie mógł zaoferować potencjalnym kupującym. Dlaczego więc nie wykorzystać, bez pytania nikogo o zdanie, projektów już stworzonych i wykonanych na ulicach. Skoro były one wykonane nielegalnie (a większość tego typu prac w taki sposób niestety powstaje), to przecież można je sobie po prostu „wziąć”? Z takiego założenia najwyraźniej wyszli włodarze znanej odzieżowej marki H&M.

Jason „Revok” Williams

Marka weszła w spór z Jasonem “REVOK” Williamsem, który zarzucił temu szwedzkiemu gigantowi wykorzystanie prac jego autorstwa w kampanii reklamowej bez jego zgody. Revok jest artystą ulicznym znanym w Los Angeles, gdzie pojawiają się jego prace. Jego prawnik zażądał zaprzestania wykorzystywania przez H&M zdjęcia, na którym uwieczniono modela wykonującego ewolucje akrobatyczne na tle ściany, na której znalazł się malunek autorstwa artysty. W odpowiedzi H&M zwróciła się do sądu o ustalenie, że prace graficzne powstałe w przestrzeni publicznej, bez zezwolenia i będące aktami wandalizmu, nie zasługują na ochronę na podstawie prawa autorskiego – a zatem można je bez przeszkód wykorzystywać w swojej działalności (również komercyjnej).

Za i przeciw

Sprawa nie jest wcale jednoznaczna. Z jednej strony zgodnie z prawem autorskim każdemu twórcy przysługuje prawo do ochrony jego twórczości o do decydowania o sposobach jej rozpowszechniania. Zwłaszcza, jeśli ktoś inny miałby z tego rozpowszechniania uczynić sobie źródło zarobku. Z drugiej jednak strony prace, które powstają w przestrzeni publicznej tracą pewien element swojej odrębności – pamiętacie prawo panoramy, o którym pisałem tutaj? Nie bez znaczenia powinien pozostać fakt, że street art zazwyczaj jest aktem wandalizmu (w ściśle prawnym znaczeniu) – abstrahując od jego wartości artystycznych. Wyobrażacie sobie, że ktoś wymaluje Wam na ścianie domu graffiti, a Wy nie możecie go zamalować, bo w ten sposób ingerujecie w autorskie prawa osobiste twórcy? Absurd? Mało powiedziane.

Finał?

Niestety prawdopodobnie nie dowiemy się, jakie zapatrywanie miałby na tę sprawę amerykański sąd. Przepychanki prawne H&M z J. Williamsem odbiły się szerokim echem w środowisku street artu i w końcu marka chyba dała za wygraną. 15 marca 2018 r. opublikowała następujące oświadczenie:

„H&M respects the creativity and uniqueness of artists, no matter the medium. We should have acted differently in our approach to this matter. It was never our intention to set a precedent concerning public art or to influence the debate on the legality of street art.  As a result, we are withdrawing the complaint filed in court. We are currently reaching out directly to the artist in question to come up with a solution. We thank everyone for their comments and concerns, as always, all voices matter to us.”

W skrócie: H&M respektuje kreatywność wszystkich artystów niezależnie od medium, którym się posługują, przyznaje, że źle podeszła do sprawy i wycofuje pozew wniesiony do sądu. Czy tak rzeczywiście się stało? Pewnie wkrótce się przekonamy.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *