Notatki z wykładów – czy można je legalnie rozpowszechniać?

hand-325321_1280Tak jak zapowiadałem w ostatnim wpisie, dzisiaj będę chciał dokończyć rozpoczęty poprzednio wątek i napisać o kserowaniu notatek z wykładów. Będę przy tym odwoływał się do pojęć i definicji wprowadzonych w poprzedniej notatce, więc polecam zapoznanie się najpierw z nią (kliknij tutaj).

Po pierwsze chciałbym zwrócić uwagę na to, czym owe notatki są. Jest to zapis tego, co na wykładzie powiedział wykładowca. Wykładowca wygłasza…wykład 😉 Wykład zaś – co do zasady – jest utworem w rozumieniu prawa autorskiego. Jest nim wtedy, kiedy spełnia wskazane przez ustawę trzy przesłanki, a mianowicie:

a) stanowi rezultat pracy człowieka,

b) stanowi przejaw działalności twórczej,

c) posiada indywidualny charakter.

Jeżeli treść wypowiedzi prowadzącego zajęcia będzie spełniała te przesłanki – będziemy mieli do czynienia z utworem w rozumieniu ustawy o prawie autorskim (więcej w jednym z wcześniejszych wpisów – tutaj). Zatem, podobnie jak innym utworom (w tym książkom, o których pisałem ostatnio), wykładowi przysługuje ochrona prawna. Zatem to jego autorowi (którym jest przecież wykładowca, a nie osoba, która spisała notatki) przysługują majątkowe prawa autorskie i osobiste do treści wykładu.

Uznanie wykładu za utwór nie może być uzależniane od stopnia posiadanych przez wykładowcę fachowych kwalifikacji, np. od legitymowania się przez wykładowcę tytułem profesorskim. – Pismo Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z dnia 17 maja 2001 r.  (DP/WPA.024/132/01)

Fot. archiwum prywatne

fot. archiwum prywatne

Czy zatem inne osoby mogą z tego wykładu korzystać poprzez kserowanie i udostępnianie go dalej? Z notatkami sprawa wygląda podobnie do książek. Istotny jest tu art. 23 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, który stanowi, że bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Uważam, że po wygłoszeniu przed studenckim audytorium, utwór nabiera znamienia rozpowszechnienia w rozumieniu ustawy. Przypomnę, że utwór rozpowszechniony oznacza utwór, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób udostępniony publicznie. Co prawda można by się zastanawiać, czy przedstawienie tego utworu przed zamkniętym gronem studentów jest udostępnieniem go „publicznie”, jednak w mojej ocenie takowym jest. Sformułowanie „publicznie” należy tu przeciwstawić wąskiemu gronu osób, z którymi pozostaje się w stosunkach rodzinnych czy towarzyskich, o których mowa w ustawie.

Mamy zatem utwór, który został rozpowszechniony poprzez wygłoszenie go na wykładzie. Czy wchodzi w grę prywatny użytek osobisty, czyli korzystanie z notatek na podstawie przywołanego art. 23 prawa autorskiego? A może przeszkodą jest fakt, że wykład zostały wygłoszony ustnie, a utrwalony pisemnie?

Z utworu rozpowszechnionego, czyli utworu udostępnionego publicznie w jakikolwiek sposób można korzystać w ramach dozwolonego użytku także w formach, w których nie był on jeszcze rozpowszechniany – Chwalba Jakub w „Korzystanie z programów peer-to-peer a dozwolony użytek prywatny w prawie autorskim” (Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego 2/2008).

W mojej ocenie można korzystać z notatek wykładowych na podstawie dozwolonego użytku prywatnego, o ile oczywiście jest to korzystanie przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego (więcej o tym kręgu tutaj). Oznacza to, że można je kserować i wymieniać się nimi ze znajomymi. Nie będzie natomiast objęte dozwolonym użytkiem udostępnianie notatek w Internecie dla nieograniczonej liczby osób, a nawet mocno wątpliwa jest legalność udostępniania ich np. dla całego roku studiów.

Fot. archiwum prywatne

fot. archiwum prywatne

Większość wykładowców i nauczycieli zapewne zdaje sobie sprawę, że prawa do ich wykładów (jako utworów) są powszechnie naruszane, jednak nie podejmują żadnych kroków prawnych – pewnie ze względu na wyższe dobro, jakim jest dostęp do nauki, czy może po prostu ze względu na… chęć ułatwienia studentom zdania egzaminów. Ba, niektórzy nawet sami zapoznają się z notatkami i proszą o dokonanie stosownych poprawek (pozdrawiam niektórych wykładowców z WPiA UJ).

Ciekawostka: Jak się okazuje są jednak i tacy wykładowcy, którzy swoich praw (przynajmniej w ograniczonym zakresie) dochodzą. Na portalu Dziennik Internautów ukazał się list,  którego autor skarży się na to, że – na żądanie autora wykładów – studenckie notatki zostały usunięte z jego konta na jednym z portali udostępniających pliki w Internecie (więcej tutaj) Jednocześnie, w przeprowadzonej przez portal ankiecie, ponad 90% internautów stwierdziło, że notatki z wykładów nie powinny być chronione prawem autorskim.

Swoją drogą, w poruszonym kontekście, pojawia się jeszcze ewentualnie zagadnienie praw autorskich autora samych notatek. Spisując wykład mógł on dodać „trzy grosze od siebie”, poczynić jakieś uwagi, nadać szatę graficzną – możemy wtedy mieć do czynienia z opracowaniem, o którym więcej pisałem w jednym z wcześniejszych wpisów – tutaj.

Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu? Kliknij „Lubię to” na belce po prawej stronie (wyżej), obserwuj blog na Twitterze lub zapisz się na newslettera (podaj mail – również na belce po prawej stronie).

Udostępnij ten tekst innym:

Tagi , , , , .Dodaj do zakładek Link.

5 odpowiedzi na „Notatki z wykładów – czy można je legalnie rozpowszechniać?

  1. adam mówi:

    Coś tu zostało postawione do góry kołami. Notatki sporządzone przez studenta na wykładzie to jego własność intelektualna. Student wybiera i opracowuje w głowie to, co ma zapisać, pewne rzeczy omija, inne może np ubrać w wykres czy rysunek. Mówienie, że notatki studentów są własnością intelektualną wykładowcy to tak, jakby powiedzieć, że obraz katedry stworzony przez malarza jest własnością intelektualną architekta katedry. Chyba, że mówimy o wykładach dyktowanych, które mam nadzieję są już przeszłością…

    • Jakub Lorenc mówi:

      To nie takie proste. Jeżeli notatki oddają wykład, to są w stosunku do niego utworem zależnym. A więc prawa przysługują zarówno wykładowcy (do treści wykładu) jak i studentowi (do przeróbki w formie notatek). Podobnie w przywołanym przykładzie obraz katedry byłby utworem zależnym w stosunku do projektu architekta (choć tutaj wchodzi jeszcze prawo panoramy, o którym pisałem w innym artykule).
      Oczywiście można sobie wyobrazić również sytuację, w której student „wyciąga” z wykładu wyłącznie czyste informacje i sam „składa” je w jedną całość. Ale notatki robi się zazwyczaj na bieżąco w trakcie trwania wykładu, więc choćby z tego powodu nie jest łatwo pominąć w nich całkowicie wkład autorski wykładowcy.

  2. adam mówi:

    W takim razie nie jestem w stanie przyjąć obecnego prawa autorskiego. Dla mnie wytwórca jest jedynym właścicielem dzieła. Wykładowca- wykładu, student- notatek. Przecież już w zasadzie wszystko w kulturze było. Miliony książek, każdy autor przed napisaniem swojej czytał wiele innych i czy chce, czy nie chce nawet podświadomie czerpie z nich pisząc swoją książkę. Czy ci wszyscy autorzy, których przeczytał i z których czerpał mają dostać wynagrodzenie?
    Do tego, żeby uznać, że obraz katedry jest wyłącznie własnością malarza potrzeba jeszcze prawa panoramy?? Po co w ogóle takie prawo tworzyć?? Czy bez „prawa panoramy” za patrzenie wokół albo robienie zdjęć lub obrazów okolicy ktoś mógłby od nas żądać pieniędzy? Przepraszam, ale po tym, co tutaj czytam, i co czytam na innych stronach poświęconych „prawom autorskim” po prostu zbiera mi się na wymioty. To nie jest intuicyjne, to nie jest ludzkie, te prawa nie wypływają jako prawa moralne z wnętrza człowieka tylko są wymyślone po to, żeby blokować swobodny przepływ kultury i żeby ściągać od ludzi pieniądze za co tylko można.

  3. d.z. mówi:

    Mam pytanie czy jeżeli wyślę notatki osobie z mojego kręgu towarzyskiego, a ta osoba wyśle notatki otrzymane ode mnie osobie ze swojego kręgu towarzyskiego itd. to jest to jakieś wykroczenie?

    • Jakub Lorenc mówi:

      Myślę, że to dopuszczalne działanie. Ta osoba, która otrzymała notatki od Pani/Pana nadal rozpowszechnia je tylko w swoim kręgu towarzyskim. Gdyby był to sposób na masowe obejście przepisów (bo przecież zawsze można znaleźć kogoś z kręgu towarzyskiego i w ten sposób uzasadniać przekazanie notatek dla 1000 osób) to można by się zastanawiać nad przekroczeniem dozwolonego użytku.

Pozostaw odpowiedź adam Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *